Narodziny błogosławionego i jego droga do świętości

Narodziny błogosławionego i jego droga do świętości

Referat na Konferencję Jubileuszową

„Oto wierny Sługa Mój”

wygłoszony przez s. Iwonę Żurawską  ZSJM 10 listopada w Białymstoku.

 

 

WSTĘP

„Jest to kapłan według Serca Mojego, miłe Mi są jego wysiłki.”[1]

„Ta piękna dusza, która to dzieło miłosierdzia Bożego rozsiewa po całym świecie, jest tak miła Bogu przez swą głęboką pokorę.”[2] Tak święta Faustyna pisała o księdzu Sopoćce w swym dzienniczku.

[1]Dzienniczek F. 1256

[2]Dzienniczek F. 1083

Św. Paweł pisał do Efezjan: „Proszę, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego. Niech da wam światłe oczy serca, byście wiedzieli czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących”  (Ef 1, 17-19)

 

Bóg obdarzył błogoławionego księdza Michała Sopoćko światłymi oczami serca. Znający go wspominali jego dobre, przenikliwe niebieskie oczy, a oczy jak się mówi, są zwierciadłem serca.

Zapytajmy więc księdza Sopoćkę:  Co to jest świętość? Jaka była Twoja Księże droga, by po nią sięgnąć? Może by nam odpowiedział parafrazując słowa Pana Jezusa: Czemu mnie pytasz o świętość?

„Jeden jest Święty. Bóg! Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący Który był i Który jest, i Który przychodzi.” (Ap 4, 8). „Bóg to ciemność pełna światła, światłość nieprzystępna. Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.” (1 J 5). Jezus mówił: «Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia»(J 8, 12). Ks. Sopoćko tłumaczył: „My widzimy tylko barwy tęczy Bożej, ale nie zdołamy poznać sposobu zjednoczenia tych barw w wewnętrznym życiu Istoty Najwyższej[1]

 

[1]. M. Sopoćko, Miłosierdzie Boże w dziełach Jego,  t.I, s.10

To tak, jakbyśmy oglądali promienie światła rozszczepione przez pryzmat, kolorowe promienie widzimy, a światła białego jakby dla nas nie było, widzimy tylko jego wycinek, ułamek.

 

   „Dotknij Panie mą duszę promieniem Miłosierdzia swojego! – błaga ks. Michał – niech ono stopi we mnie wszelkie pożądliwości doczesne, i rozpędzi moje depresje duchowe! Niech życie moje nie będzie bytowaniem kreta czy nietoperza, skoro świat ducha, który nam łaska Twoja otwiera, jest tak piękny, jasny i płodny.”[1]

[1]. M. Sopoćko, tamże, t. I, s.142.

Jaka była droga świętości księdza Michała?

Wiemy, że cały Kościół jest powołany do świętości. Droga świętości polega na naśladowaniu Boga , a nawet na uczestniczeniu w Jego świętości. Sopoćko pisze: „Być świętym, oznacza wejść całkowicie w nurt życia Bożego oraz dać się przekształcić Bożej miłości”[1] Bóg mówi na kartach Biblii: „Ponieważ Ja jestem Pan, Bóg wasz – uświęćcie się! Bądźcie świętymi, ponieważ Ja jestem święty!” (Kpł 11, 44 ), (1P 1, 15-16 15). Ks. Sopoćko zachęca wszystkich: „Świętość nie jest przywilejem garstki wybranych, ale wszystkich bez wyjątku – największych grzeszników.”[2]  3.12.67 „Celem naszym jest Bóg, drogą do osiągnięcia celu jest Chrystus i tylko trwając w Chrystusie -winnym krzewie, można dojść do Boga.”[3] 

[1] M. Sopoćko, tamże, t. IV, s.10.

[2]M. Sopoćko, Dziennik, zeszyt 4, s. 289.

[3] M. Sopoćko, Miłosierdzie Boże w dziełach Jego, t.III, s. 218.

 

Środkami prowadzącymi do przemiany życia są: łaska uświęcająca, praktyka cnót Boskich, dary Ducha Świętego, sakramenty, modlitwa, asceza, rady ewangeliczne…

…. ale Jaka była droga świętości księdza Michała?

Na tej sali spotykamy się tu wszyscy, którzy doskonale znają przebieg życia błogosławionego księdza Michała Sopoćki. O czym więc tu mówić?

 

Z pewną dozą nieśmiałości chciałabym przedstawić ten temat w konwencji pięciu wybranych obrazów, odsłon, przez które chciałabym pokazać postać błogosławionego Michała w sposób nie posągowy, ale pełen życia, oparty na jego własnych wspomnieniach.

 

ODSŁONA I

DOM RODZINNY – KOLEBKĄ ŚWIĘTOŚCI

 

Chciałabym tu podkreślić wagę RODZINY, domu rodzinnego, wychowania, pierwszych lat, gdy człowiek nasiąka niejako tym, co go otacza.

 

fot. Ks. Bp Henryk Ciereszko
fot. Ks. Bp Henryk Ciereszko

Michał przyszedł na świat jako najmłodsze dziecko w domu zubożałej szlachty. Ojciec był dzierżawcą majątku, mama prowadziła dom.  Zachowane w Dzienniku Michała opisy troskliwości matczynej są naprawdę wzruszające. Był dzieckiem delikatnym i bardzo wrażliwym, jako najmłodszy był ulubieńcem całej rodziny. Rodzina była katolicka i jak to było w tradycji, pacierze odmawiało się głośno, wspólnie, rodzinnie. Dużo się też śpiewało, Godzinki do Najświętszej Maryi Panny codziennie rano, różne litanie, w okresie Bożego Narodzenia kolędy. Na Kresach ludzie lubią i potrafią śpiewać. Gdy zejdzie się kilkoro ludzi śpiew rozbrzmiewa od razu na kilka pięknie zestrojonych głosów. W czasach, gdy nie było telewizji, czy radia, zwłaszcza na jesieni, czy zimą, gdy były już zakończone prace polowe, sąsiedzi chętnie się spotykali i razem śpiewali. Michał wyrastając w takich klimatach wcześnie sam zaczynał prowadzić modlitwy, budował ołtarzyki i chętnie śpiewał, co później owocowało, gdy prawie na każdym etapie swojego życia zakładał i prowadził chóry.

Do kościoła jeździło się w niedziele powózką 18 km, czyli ponad godzinę w zależności od stanu drogi (nie było przecież asfaltu!). Gdy drogi były nieprzejezdne, rodzina modliła się w domu.

O świcie śpiewano Godzinki, o godz. 9.00 był różaniec, a ok. 11.00 wraz ze służbą odczytywano modlitwy mszalne i inne nabożeństwa domowe.

Michał bardzo mocno przeżył sakrament bierzmowania. Miał wtedy zaledwie 3 lata i 8 miesięcy, a wspomnienie o tym przechowywał wiernie do końca życia! Dokładny opis znajdziemy na kartach jego dziennika, który spisywał, gdy miał 77 lat! Był czerwiec 1892 roku i ojciec, mama i trójka dzieci (Zosia, Piotr, i Michał) wybrali się w podróż. Nie była ona łatwa i trwała kilka dni, bo jechało się wozem konnym 120 km, trzeba było więc przewidzieć kilka noclegów. Michaś był zachwycony, bo jeszcze po wielu latach opisywał w swoim Dzienniku wrażenia z krajobrazów, wschodów słońca, no i przede wszystkim odwiedzanych w Wilnie kościołów. Samo bierzmowanie wywarło na nim niezatarte wrażenie! Kto był w katedrze wileńskiej, zrozumie zachwyt małego dziecka, które pierwszy raz w życiu zobaczyło kościół, który mógł mu się jawić jako iście królewski pałac. Przepiękne klasycystyczne wnętrze katedry z kaskadą białych kolumn naprawdę budzi zachwyt elegancją i prostotą jednocześnie. Michał wspomina dwa długie szeregi ludzi, między którymi biskup w mitrze, w asyście kilku księży zatrzymywał się przy każdym, namaszczając czoło. Pisał: „Ojciec trzymał mię na ręku, a przy zbliżeniu się biskupa postawił na posadzce, jakiś pan położył mi rękę na prawym ramieniu, a jednocześnie biskup namaścił me czoło i dotknął policzka.” (…) „Tych przeżyć chyba nigdy nie zapomnę!”[1] Mógł odczuwać to Michał jako pasowanie na prawdziwego Bożego Rycerza!

[1]Dziennik, zeszyt 1, część II, s. 145.

 

Do pierwszej spowiedzi przystąpił w 1897 r. mając 9 lat, a do I Komunii św. rok później. W Dzienniku po 66 latach opisuje, że po przyjęciu I Komunii św., co odbyło się w powszedni dzień, bez żadnej uroczystości, po powrocie do domu pełen radości powitał mamę wołając: „Przyjąłem dziś Pana Jezusa!”[1] W innym miejscu pisał: ”Odtąd często w duchu łączyłem się z Chrystusem i ślubowałem Mu czystość. Zapragnąłem nauczyć się służenia do mszy. (…) Gdy po raz pierwszy służyłem do mszy, radość była wielka. Ktoś z otoczenia powiedział, że będę księdzem; to mi się bardzo podobało i postanowiłem nim zostać. Odtąd starałem się jak najczęściej bywać w kościele i służyć do mszy.” [2]

W 1907 roku rodzina Sopoćków w związku z bardzo niekorzystną, sytuacją materialną, była zmuszona opuścić dom rodzinny, w którym mieszkali i gospodarowali przez 36 lat.  Dla całej rodziny był to ogromny cios. Tracili swoje „gniazdo rodzinne”.

Michał zaczynał swoje niełatwe życie.  Teraz wchodził w wiek młodzieńczy, który może nie jawił mu się w różowych barwach, ale miał mocne, zapewnione przez rodzinę podstawy i wiedział, na czym, a właściwie na kim może się z całą ufnością oprzeć. Wiedział, że Bóg nigdy go nie zawiedzie.

[1]Tamże, zeszyt 1, część II, s. 145.

[2]Dziennik, zeszyt 2, s. 67.

 

Wnioski:

Droga świętości Michała ma swój początek w domu rodzinnym

Rola rodziny, wychowania katolickiego, tradycji patriotycznych, zdrowych relacji, staje się podstawą do podjęcia samodzielnego życia, mimo niełatwych, czy nawet niesprzyjających okoliczności. Rodzina uczy też zachowań odważnych, a nawet bohaterskich.

            Motto tej odsłony: Zachwyt Bogiem

 

 ODSŁONA II.

LATA MŁODZIEŃCZE – PIERWSZA PARAFIA WIKAREGO

 

Ksiądz Michał, po przyjęciu święceń kapłańskich, pełen energii, zapału, radości, planów, zamierzeń został skierowany na swoją pierwszą parafię, gdzie…. nie miał co robić! Nudził się i się złościł, nawet na Pana Boga! „Nie chciało mi się wierzyć, że tutaj zostanę (…) nie ma co robić, książka już się sprzykrzyła, towarzystwa żadnego” [1] Pisał: „O Boże mój, jakże ciężko! Ani uczyć się, ani myśleć nie mogę. Plany moje rozbijają się o słabą wolę, brak wytrwałości. Tyle zamiarów, tyle myśli i porywów dobrych ginie wobec słabości charakteru. Czuję żal na swoich przełożonych, że mię tu trzymają.”[2] W modlitwie zwraca się do Jezusa i otrzymuje odpowiedź: „Skąd pochodzą smutki, skąd to przygnębienie i niesmak? Toć to żałujesz, że nie jesteś wymarzonym w dzieciństwie lalką-kapłanem? Toć to się niepokoisz najmniejszym niepowodzeniem w świecie, toć to myślisz nieraz, jakie wrażenie sprawisz swym wystąpieniem, co o tobie mówią, co myślą. Nieraz nawet siebie we Mnie szukasz.[3]

[1]Tamże, zeszyt 1, część I, s. 45.

[2]Tamże, s. 43

[3]Tamże, s. 43

 

Ks. Michał zrozumiał że: „Tak łaska Boża, gdy zniknie i gdy się jej obecności nie odczuwa, jakże smutno i tęskno. Lecz oto skrucha, żal, a łaska Boża znowu napływa i jak promień słoneczny, oświeca, ogrzewa i napełnia niewypowiedzianą błogością, i wówczas cenę jej lepiej się poznaje, a raczej się stwierdza, że na nią nie ma ceny.”[1] i opisał dalej swoje przeżycia: „ Miałem jednak towarzysza, który mi ponad wszystko wystarczył i który smutek w radość, a zniechęcenie w czyn zamienił. On mi podyktował, co mam czynić, czym się zająć, przypomniał o maluczkich, których sam najbardziej kochał. Jąłem się więc tego, co uważałem za możebne.”[2] I tu możemy wymienić co to były te „możebne” rzeczy… założył chór kościelny dziewcząt i chłopców, założył biblioteką parafialną, rozpoczął naukę katechizmu dla wszystkich przed sumą w niedziele, obchodził sumiennie wszystkie domostwa w czasie kolędy i przyglądał się jak parafianie żyją, w jakiej nędzy materialnej i duchowej. Postanowił temu jakoś zaradzić. Spowiadał i prowadził nauki przygotowujące do spowiedzi, katechizował dzieci i przygotował 300 dzieci do I Komunii św. Gdy utworzyła się możliwość zaczął organizować polskie szkoły wiejskie (ponad 30), zaprowadził kursy letnie przygotowujące nauczycieli do tych szkół, sam w tych szkołach katechizował. Pisał: „Ile poniosłem trudów, przykrości, kosztu, prześladowań – Bogu tylko niech będzie wiadomem. Nie śmiem się do św. Pawła przyrównywać, ale i przeciwko mnie również zdaje się wszystko sprzysięgło, by sprawie zbożnej przeszkadzać. Niechęć wśród ludzi, trudność z przejazdem, brak koni, przeszkody ze strony władz, wreszcie ustawiczne niepogody, bezdroża, złożyły się na wieniec cierniowy, który wciąż rani me serce. Ale dzięki Bogu zwyciężałem to wszystko”[3] I dodawał: „Czułem, że Bóg sposobi mnie do sprawy jakiejś i dopuszcza wciąż nadzwyczajne wypadki, które pozornie moje plany krzyżują, w rzeczywistości zaś oczyszczają z miłości własnej, skierowują je ku chwale Bożej.[4]

[1]Tamże, s. 45

[2]Tamże, s. 45

[3]Dziennik, s. 51

[4]Tamże, s. 58.

 

Wnioski: Młody ks. Michał rozeznaje swoją sytuację, analizuje ją, ma otwarte oczy i serce. Modli się, rozmawia z Bogiem, radzi się innych księży. Wreszcie rozpoznaje swoje możliwości, podejmuje wyzwania, zaczyna działać. Jednocześnie cierpliwie znosi przykrości, zmęczenie, różne niedomagania. Trwa w ciągłej modlitwie, uczy się umiejętności uzgadniania swojej woli z wolą Bożą.

Motto: Oto idę Panie, wszak mnie wezwałeś! Świętość to gotowość na współpracę z Bogiem.

 

ODSŁONA III

TEOLOG I ZAKONNICA – JEZUS MIŁOSIERNY WZYWA

 

bł. ks. Michał Sopoćko

Spotykamy teraz ks. Michała Sopoćkę jako doświadczonego teologa. Mamy przed sobą człowieka w pełni sił, dobrze wykształconego, zorganizowanego, pełnego inicjatyw, a przede wszystkim wytrawnego kierownika duchowego.

Do takiego człowieka przychodzi młoda, niespełna 30-letnia zakonnica i oznajmia mu, że Jezus wskazał go jej, jako kierownika jej duszy, sam go dla niej wybrał!

 

To z czym s. Faustyna przychodzi do ks. Michała, stawia go przed zupełnie nowymi zadaniami. Jest wprawdzie wytrawnym kierownikiem duchowym, ale s. Faustyna przekazuje mu konkretne zadania od Jezusa! Ks. Michał ma głosić światu orędzie Bożego Miłosierdzia! Staje przed ogromem pracy! Rozpoczyna naukowe badania biblijne i patrystyczne, publikuje artykuły, zwraca się do władz kościelnych, naucza, pisze listy do Episkopatu Polski, do każdego biskupa, osobiście jedzie i zabiega o tą sprawę w Rzymie. I…nie znajduje żadnego zainteresowania u innych księży, raczej obojętność. Bardzo cierpi, znosi niezrozumienie, nieufność, posądzenia o realizację własnych ambicji.

Sam tak napisał w swoim dzienniku: „Są prawdy, które się zna i często się o nich słyszy i mówi, ale się nie rozumie. Tak było ze mną co do prawdy miłosierdzia Bożego. Tyle razy wspominałem o tej prawdzie w kazaniach, powtarzałem w modlitwach kościelnych – szczególnie w psalmach, ale nie rozumiałem znaczenia tej prawdy, ani też nie wnikałem w jej treść, że jest najwyższym przymiotem działalności Boga na zewnątrz. Dopiero trzeba było prostej zakonnicy, s. Faustyny, (…) która intuicją wiedziona powiedziała mi o niej, krótko i często to powtarzała, pobudzając mnie do badania, studiowania i częstego o tej prawdzie myślenia. (…) Z początku nie wiedziałem o co chodzi, słuchałem, nie dowierzałem, zastanawiałem się, badałem, radziłem się innych – dopiero po kilku latach zrozumiałem doniosłość tego dzieła, wielkość idei i przekonałem się sam o skuteczności tego starego wprawdzie, ale zaniedbanego i domagającego się w naszych czasach odnowienia, wielkiego życiodajnego kultu.”[1]  „Nieraz wprost widziałem jak to miłosierdzie cofało swą naturalną współpracę z siłami ludzkimi, by mnie ostrzec i odciągnąć od grożącego ciału lub duszy niebezpieczeństwa, już to pobudzić do wysiłków i działania w takim, lub innym kierunku. Wobec tego byłbym najgorszym niewdzięcznikiem, gdybym nadal jeszcze należał do siebie i chciał szukać siebie (jak nieraz dotychczas) w jakiejkolwiek czynności, słowach, czy myślach. Ufność w Miłosierdzie Boże, szerzenie kultu tego miłosierdzia wśród innych i bezgraniczne poświęcenie mu wszystkich swoich myśli, słów i uczynków bez cienia szukania siebie będzie naczelną zasadą mego dalszego życia przy  pomocy tegoż niezmierzonego miłosierdzia.” [2]

[1]Tamże, zeszyt 2, ss. 97-98.

[2]Dziennik, zeszyt 2, s. 101.

Po spotkaniu z umierającą s. Faustyną napisał w swoim dzienniku: „Siostra Faustyna przed śmiercią powiedziała mi, że mam nie ustawać w szerzeniu kultu miłosierdzia Bożego, a w szczególności w dążeniu do ustanowienia święta w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Nigdy nie mogę powiedzieć, że uczyniłem dosyć. Choćby się spiętrzyły największe trudności (…) nie można ustawać. (…) mam być przygotowanym na największe trudności i opuszczenie, zawody, niewdzięczności i prześladowania, wpadając z jednego niepowodzenia w drugie, gorycz, smutek i opuszczenie przez wszystkich trzeba mieć w głębi swej duszy Boga i z Nim się radzić. (…) Zrozumiałem, że jeżeli kto, to ja muszę przede wszystkim zaufać miłosierdziu Bożemu. Bóg przebaczy mi wszystkie niewierności, bo dobry. Dlatego mam się otrząsnąć z małoduszności i ufać Mu, ufać i jeszcze raz ufać.”[1]

Wnioski: Ksiądz profesor nie trzyma się kurczowo własnych zainteresowań. Ma otwarte spojrzenie, jest otwarty na nowe. Po głębokiej analizie potrafi zupełnie zmienić swoje zapatrywania i rzucić się w wir zupełnie nowych zajęć. Jest otwarty na drugiego człowieka, ale przede wszystkim na Boga. Nie boi się cierpień. Jest wytrwały, cierpliwy. Jego życie przepełnia modlitwa. Kontakt z Bogiem staje się coraz głębszy. Każda czynność, inicjatywa ma początek trwanie i zakończenie z Bogiem. Uczy się totalnej ufności.

Motto: Najmiłosierniejszy Zbawiciel wzywa! Świętość to otwartość na nowe wezwania.

 [1]Tamże, ss. 106-107.

 

ODSŁONA IV

OWOCOWANIE – POWOŁANIE NOWEGO ZGROMADZENIA

 

fot. s. Iwona Żurawska

Mamy przed oczami obraz drzewka pełnego owoców. Tak i życie ks. Michała  owocowało wieloma pięknymi plonami. Z powodu kruchości czasu, chciałabym skupić się na jednym „gronku”, na gronku sióstr.

Już w czerwcu 1935 r. Sopoćko zapytał Faustynę, czy „nie miała takich natchnień, by założyć nowe zgromadzenie zakonne?[1]  Faustyna z pewnym oporem wyjawiła że „ujrzała Pana Jezusa, w postaci takiej, jako jest namalowany na tym obrazie, który jej powiedział: <Pragnę, aby zgromadzenie takie było>” [2]

Faustyna przed śmiercią zwierzyła się ks. Michałowi, że: „zgromadzenie rozpocznie się od nikłych, małych rzeczy i wtedy, gdy inicjatywa wyjdzie od innych. (…) Bóg sam przyprowadzi osobę ze świata, która będzie miała pewne znaki do poznania, ze to jest ona.[3]

I rzeczywiście w ciemnych latach wojny zgłosiły się kandydatki do nowego zgromadzenia. Sopoćko objął je swoją opieką formacyjną i modlitewną. Tak pisał do nich w 1943 r.: „Wybranki Serca Jezusowego, filary przyszłego zgromadzenia, powierniczki tajemnic Bożych, upragnione i wymadlane od lat pięciu w każdej Mszy św.”[4]

Wreszcie pod koniec wojny 16 listopada 1944 we Wilnie przyjął od tych dziewcząt śluby,

24 września 1947 r. Ojciec założyciel przyjechał do Myśliborza.  Ks. Sopoćko we własnych wspomnieniach tak to ujął: „Wszystko prawie, co siostra Faustyna przepowiedziała w sprawie tego zgromadzenia, najdokładniej się spełniło. Gdy w Wilnie 16 listopada 1944 r. przyjmowałem w nocy śluby prywatne pierwszych sześciu kandydatek, albo gdy trzy lata później przybyłem do pierwszego domu tego zgromadzenia w Myśliborzu, byłem zdumiony uderzającym podobieństwem tego, co mi mówiła śp. siostra Faustyna.[5] (…) Spostrzegłem w nawie ołtarzowej okno z nieco uszkodzonym witrażem, przedstawiającym konanie Pana Jezusa na krzyżu. Przyglądałem się z radością i zdumieniem, albowiem siostra Faustyna mówiła mi o takim kościółku i witrażu, przy którym będzie siedziba pierwszego domu nowego zgromadzenia.”[6]

[1] Dzienniczek siostry Faustyny, 437.

[2] tamże, 437

[3]Dziennik, zeszyt 2, s.106-107

[4]Sopoćko, Dar Miłosierdzia. Listy z Czarnego Boru, s. 17.

[5]Moje wspomnienia o ś.p. Siostrze Faustynie, AZSJM, mps, s. 7

[6]Wspomnienia z przeszłości, rozdz. VIII, Tułaczka i zawiązek zgromadzenia. s. 120

 

witraż w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Myśliborzu

Ks. Sopoćko do końca swego życia nie opuszczał sióstr. Jeśli tylko mógł odwiedzał je. Pisał też obszerne listy, wspaniałe listy. W jednym z nich pisał: „Z boku, ze krwi Zbawiciela, rodzi się Oblubienica jego Kościół Powszechny, który odtąd z tego boku czerpać będzie zdrój łask dla całej ludzkości, a Was, Drogie Siostry, chce postawić najbliżej tego zdroju i uczynić pośredniczkami dla grzeszników, ateuszów, obojętnych i zziębniętych, heretyków i schizmatyków, opuszczonych i zaniedbanych pogan, dla bezradnych, chorych i więźniów, dla bezdomnych sierot i podrzutków, a przede wszystkim dla dusz rozpaczających, by w ich dusze tchnąć ufność – ufność i jeszcze raz ufność w niezmierzone, nieograniczone, niepojęte, niewysłowione Miłosierdzia Boże”[1]

[1]Sopoćko, Dar Miłosierdzia. Listy z Czarnego Boru, list z dn. 9.04.1942

 

 

 

„Chciałbym, by każda z was została świętą nie według jednego szablonu, ale każda indywidualnie według swoich wrodzonych i nabytych dyspozycji dodatnich i łask Bożych, których Najmiłosierniejszy Zbawiciel obficie udziela każdej stosownie do potrzeb duszy. O to się modlę w każdej mszy św. za każdą pojedynczo, które znam i których może jeszcze nie znam, i za wszystkie razem jako za Oblubienice Najmiłosierniejszego Zbawiciela, powiernice jego tajemnicy Miłosierdzia i pracownice w jego winnicy.”[1]

[1]Sopoćko, List do Zgromadzenia z dn. 12.11.1947 r., AZSJM, mps, s.1-2

Wnioski:  Dojrzałość księdza Profesora staje się impulsem do wzrostu innych, pozwala, by inni korzystali z jego doświadczenia, wiedzy, umiejętności, modlitwy, daje siebie innym, nie zatrzymuje owoców dla siebie, nie zasłania sobą, wręcz przeciwnie, jego prowadzenie jest pełne delikatności i wyczucia dla inności i indywidualności innych. Jest wychowawcą, formatorem, mistrzem, opiekunem. Nie hamuje działań innych niż jego wlasne, popiera różnorodność, widzi w tym bogactwo Bożej łaski, której nie chce tłumić.

Motto: Dojrzałość to pozwalać i pomagać rosnąć i rozwijać się innym.

 

ODSŁONA V

OBUMIERANIE – ZASIEW

A oto jesień życia. Trudna. Samotna. Pełna ogołocenia i braku zrozumienia. Cale piękno jakby zabrane, owoce jakby zniszczone, poddane prasie cierpienia. Obraz Jezusa Miłosiernego, ten pierwszy, wisi gdzieś w zamkniętym kościele na Białorusi, s. Faustyna nie żyje. Na wszystkie formy kultu związane z Faustyną położony zakaz watykański. Nawet siostry w Myśliborzu nie mogą odmawiać Koronki do Miłosierdzia Bożego publicznie…

 

Przychodzą myśli smutne, oto kilka z nich:

Czas upływa niepostrzeżenie[1] (27.08-16.09.1968)

„Na paluszkach wzdętej pychy wznieść się pragnąłem ponad innych jeszcze na ławie szkolnej, wznosiłem się ponad Ciebie, obrażając Ciebie grzechami. Upokorzenie mi było wstrętne, uciekałem od niego. Lubiłem, gdy mnie chwalono. Z to teraz słusznie jestem wzgardzony i podeptany przez wszystkich.”[2]

1.05.66 „<Już niedługo, a nie będziecie mię oglądać> (J 16, 16). Każdy z nas w podeszłym wieku może te słowa powtórzyć. jestem pielgrzymem i stoję już blisko celu, o którym – niestety – mało kiedy pamiętam. Powstają jeszcze różne plany i zamiary na przyszłość, jakich już chyba nie wykonam. Już wprawdzie nic mię na ziemi nie cieszy i nie wiąże, oprócz urzeczywistnienia tych zamiarów, ale czy Bóg pozwoli, czy to będzie dla większej Jego chwały? Niech się dzieje wola Twoja. Tymczasem, póki sił wystarczy muszę jeszcze pracować. Siły wprawdzie maleją, już pamięć zawodzi, szczególnie gdy chodzi o przeżycia i zdarzenia ostatnie, wczorajsze. Ale niech i to niedołęstwo posłuży ku większemu upokorzeniu.”[3] Ks. Sopoćko jednak nie pozwala się zwyciężyć smutkowi, wie Komu zaufać.

[1]Sopoćko, Dziennik, z. 4, s. 302.

[2]Dziennik, z. 2, s. 103.

[3]Tamże, z. 3, ss. 199 – 200.

„Mam tylko jedno życie, którego mi już mało zostało. Poświęcam tę resztę Tobie, by pełnić wolę Twoją, Panie, by żyć całkowicie tylko dla Ciebie i twojej chwały. Pragnę Cię kochać spełniając wolę Twoją.”[1]

„Jedynym aktem skutecznym, do którego jesteśmy zdolni jest modlitwa. W tej czynnej bierności wszystko się przygotowuje, wszystko się decyduje, wszystko się wypracowuje. Niebo będzie odmawianiem Ojcze nasz.”[2]

„Życie nie polega na zrozumieniu, lecz na miłości”[3]

[1]Tamże, z. 3, s. 189.

[2]Tamże, z. 4, s. 291.

[3]Tamże, z. 4, s. 292.

A więc ufność! Ufność ponad wszystko! Ufność, która wydaje się nie możliwa i wręcz tragiczna. A jednak! Ufność położona w Bogu, którego nie można zrozumieć. Ufność w MIŁOŚĆ. Ufność, że wola Boża się spełni mimo wszystko. Bo ja zrobiłem wszystko, a to wszystko wydaje się być zatracone, ale ufam, że jeśli Bóg chce, to wszystko jest możliwe….

wszak wierzę w ZMARTWYCHWSTANIE!

A więc ufam,

BOGU UFAM!

 

 

PODSUMOWANIE

Droga świętości błogosławionego księdza Michała Sopoćki miała swój początek w domu rodzinnym. Jako dziecko zachwycił się Bogiem. Postanowił zostać księdzem i czynił wszystko, by się do tej drogi przygotować. Jako młody ksiądz, mimo przeżywanych trudności i przeszkód rozpoczął rozeznawać wolę Boża i podejmować te dzieła, do których czuł się wezwany. Poznanie św. Faustyny zastymulowało go do rozpoczęcia zupełnie nowej działalności – apostolatu Bożego Miłosierdzia. Jako dojrzały kapłan nie pozostał zamknięty w kręgu swych zainteresowań, lecz pomagał innym wzrastać i rozwijać się. Na koniec napisał: „Życie nie polega na zrozumieniu, lecz na miłości”[1] Można dodać, że całe życie błogosławionego ks. Michała opierało się też na bezgranicznej ufności Bogu!

[1]Tamże, z. 4, s. 292.

 

fot. s. Iwona Żurawska

 

PIŚMIENNICTWO

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Warszawa, 1980.
Kowalska, F.  „Dzienniczek, Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, Wydawnictwo Księży  Marianów, Warszawa 1993.
Sopoćko, M,   Listy do Zgromadzenia , AZSJM (Archiwum Zgromadzenia Sióstr Jezusa  Miłosiernego), maszynopis.
Sopoćko, M.   Moje wspomnienia o ś.p. Siostrze Faustynie, Białystok, 27.01.1948 r. AAB  (Archiwum Archidiecezji Białostockiej), t.XV
Sopoćko, M.   „Wspomnienia z przeszłości”, rozdz. VIII, Tułaczka i zawiązek zgromadzenia.  AKAB (Archiwum Kurii Arcybiskupiej w Białymstoku)
Sopoćko, M.   „Miłosierdzie Boże w Dziełach Jego”, t. I-IV, 1959-1967.
Sopoćko, M.   „Dar Miłosierdzia. Listy z Czarnego Boru”, Częstochowa 2008.
Sopoćko, M.    „Dziennik”, Wyd. Św. Jerzego w Białymstoku, 2010.

Udostępnij tę treść: